Petycja o ratowanie polskiego dziecka z rąk niemieckich urzędników

panstwo_przeciw_dzieciom

Matka Julka potrzebuje obecnie i szuka jakiejkolwiek pomocy; ma przeciwko sobie nie tylko niemieckich sędziów i urzędników, ale i polski rząd. Otrzymała pisemną obietnicę sztabu wyborczego prezydenta Andrzeja Dudy pomocy po objęciu przezeń urzędu prezydenckiego, która nie została spełniona.
Adresat:
Sejm RP
listy@sejm.gov.pl

Wraz z komercjalizacją usług opieki nad dziećmi w Niemczech i wzrostem publicznych wydatków na jej cele gwałtownie rośnie liczba polskich dzieci odbieranych polskim rodzicom przez niemieckich urzędników pod pozorem pomocy, a w rzeczywistości jedynie dla zapełniania prywatnych zakładów opieki oraz miejsc u zawodowych rodzin zastępczych. Niemieccy urzędnicy potrafią zabrać dziecko z Polski do Niemiec bez udziału polskiego kuratora i bez postanowienia sądu o odebraniu dziecka.

Nie mogę własnego dziecka przytulić, nie wolno mi z nim rozmawiać po polsku ani tłumaczyć, dlaczego jest u obcych ludzi – mówi Sylwia, mama 4-letniego Julka. To historia jak z najgorszego snu.
Najpierw Sylwia została zmuszona przez niemiecki sąd rodzinny do stawienia się na rozprawę wraz z dzieckiem, choć już mieszkała na stałe w Polsce, w Ustroniu, po czym zakazano jej opuszczać Niemcy pod groźbą zabrania dziecka, nawet z Polski.

Julek czekał więc na mamę w przedszkolu w Solms pod Wetzlar (Hesja), ale przyszli obcy ludzie i zabrali go do obcej rodziny. Przyczyna była jedna – mama wystąpiła do niemieckiego sądu o alimenty od jego niemieckiego ojca. Julek go nawet nie zna, bo nie utrzymuje z nim żadnego kontaktu. Jest tylko z mamą, odkąd skończył 4 miesiące, oraz z dziadkami w Polsce, na ziemi cieszyńskiej. Tu jest zameldowany.

Dziecko zostało bezprawnie zatrzymane wraz z matką w Niemczech, a następnie uprowadzone.

Nie wie gdzie mieszka jej syn

Od roku mama Julka nie wie, gdzie jej syn jest przechowywany, kim są niemieccy rodzice zastępczy, ani dlaczego Julek ma rozciętą głowę. Może go widywać tylko raz w tygodniu, w piątek, i to tylko między godziną 14.00 a 17.00, w obecności niemieckiego nadzorcy, który go dowozi do niej na te widzenia i cały czas siedzi obok nich. Julek jest dwujęzyczny, ale matka ma zakaz rozmawiania z nim po polsku. Zapisano w dokumentach sprawy: „… kontakt w języku polskim nie jest korzystny dla dziecka” („… der Umgang in polnischer Sprache, nicht im Sinne des Kindes ist”). Nawet po niemiecku matce nie wolno tłumaczyć własnemu dziecku, dlaczego nie zabiera go do domu. Zakaz jest pod groźbą, że tych widzeń zostanie pozbawiona całkowicie.

– Po naszym ostatnim spotkaniu Julek nie chciał wracać, płacząc wszedł pod krzesło – przypomina pani Sylwia. – Mężczyzna, który go do mnie przywiózł i nadzorował nasze spotkanie, siłą go stamtąd zabrał i ciągnął po podłodze, a dziecko nie przestawało płakać.
Sylwia studiowała w Niemczech pedagogikę i germanistykę dla obcokrajowców i tam poznała ojca Julka. Ich związek nie przetrwał próby czasu. Sama zajmowała się dzieckiem z pomocą swoich rodziców w Polsce. Dziadkowie rozmawiali z wnukiem wyłącznie po polsku.

Zaczęło się po rozstaniu z ojcem Julka

– Nasze problemy zaczęły się po rozstaniu z ojcem Julka. Doniósł na mnie do opieki społecznej, że chyba mam bałagan w domu, że chyba źle opiekuję się dzieckiem, choć z nami nie mieszkał i nigdy nie wykazywał najmniejszego zainteresowania synem – przypomina Sylwia.

Wróciła z Julkiem do Polski, do rodziny w Ustroniu, bo długo nie znajdowała pracy w Niemczech, zgodnej ze swoim wykształceniem. W Niemczech wypowiedziała umowę najmu mieszkania, jej ojciec pomógł w ostatecznej przeprowadzce. Definitywnie opuściła Niemcy w lutym 2013 roku. W Ustroniu podjęła pracę. Nie zrezygnowała jedynie z dochodzenia od ojca Julka alimentów. I tym uruchomiła niemiecki przemysł opiekuńczy, za którym stoją ogromne pieniądze. Lawina ruszyła już miesiąc po jej powrocie do Polski.

Jugendamt (niemiecki urząd ds. młodzieży), powiadomiony przez ojca Julka, skierował do niemieckiego sądu rodzinnego opinię o rzekomym „znacznym opóźnieniu rozwojowym” dziecka i rzekomym odmawianiu przez matkę pomocy koniecznej z powodu tego „opóźnienia”. Sylwia z Julkiem mieszkali już w Polsce i tylko sądy w Polsce mogły rozpoznawać ich ewentualne kłopoty, oboje mają obywatelstwo polskie. Julek także niemieckie.

Dwa miesiące po powrocie do Ustronia sąd niemiecki wezwał Sylwię do przybycia na posiedzenie i nie powiadomił jej, że może ona podnieść zarzut niewłaściwości sądu niemieckiego, jeśli mieszka z dzieckiem w Polsce. Sylwia nie zareagowała na wezwanie, więc została ukarana grzywną. Stawiła się na kolejne posiedzenie w wyznaczonym terminie i na wstępie oświadczyła, co wynika z protokołu: „Mieszkam obecnie u mojej matki w Polsce. Stamtąd przyjechałam także dzisiaj na posiedzenie sądu i chciałabym znów tam wrócić”. Dlatego pełnomocnik Sylwii twierdzi, że niemiecki sąd jest niewłaściwy, co strona niemiecka kwestionuje. Utrzymuje, że matka Julka tylko usiłuje uniknąć oddziaływania Jugendamtu i sądu rodzinnego poprzez przeprowadzkę do Polski.

Pojechała z synem

Zgodnie jednak z wezwaniami Sylwia pojechała do Niemiec z synem na rozprawę. Postępowanie nie zakończyło się żadnym rozstrzygnięciem, ale nakazano jej pozostać „do dyspozycji sądu”. – Łatwo dziś mówić, że matka mogła wówczas opuścić z dzieckiem Niemcy, bo nikt granicy przed nią nie zamknął – przypomina adwokat Matuschczyk. – Matka była zastraszana. Sąd wyraźnie dał jej do zrozumienia, że jeśli wyjedzie, odbierze jej dziecko. Podobne stanowisko zajmował Jugendamt. Została w Niemczech będąc przekonana, że robi to dla ich dobra i sprawa zakończy się dla niej pomyślnie.

Dziecko zostało zabrane z przedszkola 1 sierpnia ubiegłego roku bez jakiejkolwiek decyzji sądowej. Bezpieczeństwo Julka nie było w żadnym stopniu zagrożone. Sylwia przypuszcza, że jedynym „powodem” mogła być ostra wymiana zdań z pracownicą niemieckiej opieki społecznej. Zarzut Jugendamtu, jakoby niewystarczająco wspierała rozwój dziecka, uważa za absurdalny.

Miesiąc po zabraniu Julka sąd w Wetzlar wydał Sylwii zgodę na widzenia z dzieckiem w każdy piątek. Mieszkając i pracując w Polsce, co tydzień jechała autobusem ponad 30 godzin do Rechtenbach pod Wetzlar w Hesji i z powrotem, około 2000 km, aby widzieć dziecko przez trzy godziny. Musiała w końcu zrezygnować z pracy, od kilku tygodni pozostaje w Niemczech. Nie rozumie, dlaczego dziecko jest przed nią ukrywane.

– Ponieważ Julek nie zna swojego biologicznego ojca, nabrał przekonania, że jego tatą jest mężczyzna z rodziny zastępczej, że kiedyś musieliśmy mieszkać razem. Teraz nie jestem z nim, bo „mama musi pracować”, tak mu wytłumaczono tę niezrozumiałą dla niego sytuację. Mnie nie wolno o tym z nim rozmawiać – mówi Sylwia.

Julka przekonywano, by zajmował się psem Otto należącym do rodziny zastępczej, bo pies potrzebuje jego stałej obecności. Gdy go będzie zaniedbywał, pies zostanie zabrany przez policję, tak jak on został zabrany matce.

Choć Sylwia studiowała pedagogikę, jest uporczywie pouczana, jak bawić się z synem. Trudno nie odnieść wrażenia, że ograniczenia narzucone przez Jugendamt mają na celu zerwanie więzi między dzieckiem a matką. Sąd nie zezwolił, by zabrała Julka na święta.

Argument merytoryczny, jaki podnosi niemiecki sąd rodzinny, to rzekome zagrożenia dziecka z powodu „opóźnionego rozwoju”, sformułowane przez Jugendamt oraz kurator sądową, że 3-letnie wówczas dziecko „znajduje się na poziomie dziecka półtorarocznego”. Kuratorka wyjaśniła, że to „nie dotyczy jednakże inteligencji poznawczej dziecka”. Na żądanie sądu opinię sporządził prof. dr med. Matthias Wildermuth i zauważył, że nie ma zagrożenia, ale stwierdza „opóźnienie w rozwoju językowym” trzylatka. Dodał przy tym, że „Rozwój językowy wykazał opóźnienie o przynajmniej jeden rok, co na gruncie dwujęzycznego wychowania nie jest niezwykłe”.

Matka wyczerpała środki prawne odzyskania kontaktu z dzieckiem, łącznie ze skargą do Komisji Europejskiej oraz z wnioskiem o środki tymczasowe Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Sprawa bardzo trudna

– Od strony prawnej sprawa jest bardzo trudna, toczy się w niej kilka postępowań, w tym jedno o wyłączenie sędziego z powodu stronniczości . Przede wszystkim matce odmawia się w Niemczech ochrony prawnej. Liczymy na większą aktywność polskich władz konsularnych w Kolonii, polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Konsul generalny w Kolonii, Wiesław Ratyński pojawił się na rozprawie, ale raczej jako obserwator.

Roman Poturalski wezwał MSZ do niezwłocznego udzielenia pomocy dziecku polskiej obywatelki. Artykuł 72 Konstytucji RP daje prawo każdemu żądania od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą i okrucieństwem. Rozesłał listy do premiera, Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka. Napisał skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i prokuratora generalnego na urzędniczą bezczynność. Bez efektu.

Apelujemy od Pana Prezydenta o spełnienie obietnicy wyborczej. Apelujemy do wszystkich obecnych i przyszłych parlamentarzystów żeby włączyli się w pomoc ponad podziałami politycznymi.

Treść petycji:


Poznań, dnia 9 października 2015 r.

Osoba reprezentująca podmiot wnoszący petycję, i jej adres:
Roman Poturalski
e-mail: rp@prawa.info
ul. Święty Marcin 29/8, 61-806 Poznań

Adresaci petycji:

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
Kancelaria Sejmu
ul. Wiejska 4/6/8, 00-902 Warszawa

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Pan Andrzej Duda (do rąk własnych)
Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
ul. Wiejska 10, 00-902 Warszawa

Przedmiot petycji:
Petycja o ratowanie polskiego dziecka z rąk niemieckich urzędników

My niżej podpisani żądamy na podstawie art. 72 ust. 1, art. 63 i art. 36 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej wystąpienia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej oraz Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej do rządu Republiki Federalnej Niemiec o niezwłoczne przywrócenie opieki macierzyńskiej 5-letniemu dziecku, w którego sprawie sztab wyborczy kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Andrzeja Dudy poczynił pisemnie dnia 18 maja 2015 r. zobowiązanie do udzielenia pomocy, oraz o niezwłoczne zapewnienie wskazanemu dziecku powrotu do jego naturalnej rodziny w Polsce, i o naprawienie krzywd wyrządzonych dziecku, matce i rodzinie.

Żądamy podjęcia przez Sejm Rzeczypospolitej uchwały o wystąpieniu Rzeczypospolitej do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ze skargą na naruszanie przez Republikę Federalną Niemiec praw wskazanego dziecka i jego matki oraz rodziny do życia rodzinnego oraz do rzetelnego sądu w postępowaniu z wniosku opartego o Konwencję dotyczą cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę, sporządzoną w Hadze dnia 25 października 1980 r., oraz o wystąpieniu ze skargą do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej na naruszanie przez Republikę Federalną Niemiec Rozporządzenia Rady (WE) nr 2201/2003 z dnia 27 listopada 2003 r. dotyczącego jurysdykcji oraz uznawania i wykonywania orzeczeń w sprawach małżeńskich oraz w sprawach dotyczących odpowiedzialności rodzicielskiej, uchylającego rozporządzenie (WE) nr 1347/2000.

Nie godzimy się na pozbawione podstawy prawnej pozostawianie polskiego dziecka w rękach niemieckich urzędników, którzy od ponad roku przetrzymują je w izolacji od rodziny, w miejscu ukrywanym przed jego matką i jego rodziną, pod opieką, której tożsamość jest także przed matką i rodziną dziecka ukrywana. Odmawianie matce i rodzinie wiedzy o miejscu pobytu dziecka i o tożsamości jego opiekunów uznajemy za niedopuszczalne w każdej sytuacji, w której dziecko nie jest zagrożone bezpośrednio i dowodnie zamachem na jego życie lub zdrowie ze strony matki lub rodziny. Za całkowicie nieakceptowalne uznajemy odbieranie matce dziecka, oraz jego izolowanie od matki i rodziny dokonywane bez prawomocnego orzeczenia sądu i bez wykazania jakiegokolwiek szkodliwego działania matki i rodziny wobec dziecka. Sprzeciwiamy się tolerowaniu niemieckiego zakazywania polskiej matce i rodzinie rozmowy z dzieckiem w języku polskim, uznanym przez biegłego psychologa za język ojczysty dziecka.

Prosimy o zapewnienie dziecku i rodzinie konstytucyjnej ochrony prawnej oraz poszanowania praw człowieka i praw dziecka. Bardzo prosimy o niezwłoczne wystąpienie w obronie konstytucyjnych praw polskich obywateli.

Każdą osobę dostrzegającą niegodziwość przedstawionego łamania praw człowieka i praw dziecka, prosimy o zgodne z wymogami ustawy z dnia 11 lipca 2014 r. o petycjach, poparcie niniejszej petycji poprzez jej podpisanie wraz ze wskazaniem imienia i nazwiska oraz miejscowości zamieszkania. Dziękujemy za wszelkie wyrazy poparcia dla żądania ochrony praw dziecka, jego matki i rodziny.

Podmiot wnoszący petycję z dnia 9 października 2015 r. w przedmiocie ratowania polskiego dziecka z rąk niemieckich urzędników:
Imię
Nazwisko
Miejscowość zamieszkania
Podpis

Podpisz petycję:


W 10 sekund zaloguj się z Facebook:

lub

Klikając przycisk Zagłosuj akceptujesz regulamin portalu Zmieńmy.to oraz potwierdzasz zapoznanie się z Zasadami wykorzystywania danych.

Oś czasu:


Zebrano 700 głosów 27.01.2016 20:42
Zebrano 500 głosów 29.10.2015 7:10
Zebrano 200 głosów 15.10.2015 8:46
Zebrano 100 głosów 14.10.2015 22:44
Rozpoczęcie zbierania głosów 09.10.2015 16:34

Komentarze: